Słońce wstawało nad sawanną, gdy Ngoto podawał mi poranną kawę.
-Czy broń przygotowana, Ngoto? - spytałem.
- Oczywiście sahib. Wieczorem wyczyściłem duże Działo i przygotowałem zapasowe lufy.
- Dziękuję Ngoto. Zanieś bagaże do Land Rovera. Za chwilę wyruszamy.
Wkrótce miało się rozpocząć kolejne polowanie na LWY. Ubrałem swoją koszulę khaki i założyłem korkowy hełm. Lubię strzelać samotnie, podchodzić i tropić po rdzawych śladach na trawach, przeglądać zarośla z palcem na spuście broni. Jest w tym dreszczyk emocji, męskie ryzyko, emocje samotnego odkrywcy.
Wziąłem ze sobą tylko starego Kuasi - doświadczonego tropiciela, smagłą Amenan, która przygotowała nam kosz z posiłkiem i odpowiadała za termos z herbatą i jeszcze chłopca do podawania amunicji.
Tym razem nie byłem z początku zadowolony. Trafiły się same nieduże sztuki. Nie to, co ostatnio - LINK.
 |
A co to się stało temu lewku? |