-Larry, co dla ciebie?
- Coś bardzo szybkiego. Audi S8.
Musi mieć dużą moc.
-Będzie po południu.
-Zamówię butelkę podtlenku azotu.
Mam schemat.
(…)
-Muszę mieć większe wtryski.
Bosch nie wystarczy.
Od tego się zaczęło. Mój kumpel
Sizol obejrzał Ronina i polubił luksusowe Audi. Bardzo polubił.
Kilka lat później kupił A8 D2 ze szwajcarskim rodowodem. Szwajcar
płakał jak sprzedawał. Ja bym płakał na miejscu Szwajcara, bo
miałem okazję przejechać się tym sprzętem i z kolei ja zacząłem
pałać miłością do A8 i zastanawiać się nieśmiało nad jego
kupieniem. Narkotyk znaczy się.
Piëchu
Wszystko przez tego Piëcha.
Nie mam do tego pana wielkiego sentymentu, a jego współpracownicy
pewnie jeszcze mieli go mniej. Ale nie można nie oddać cesarzowi co
cesarskie. Piëchu jaki był,
taki był, ale właściwie w koncernie Volkswagena zorganizował
wszystko co było do zorganizowania z wielkim talentem i prawdziwie
przełomowymi pomysłami. Można by rzec, że był jednym z wielkich,
nielicznych wizjonerów motoryzacji, z silnym przekonaniem o własnej
wartości i skłonnościami do ryzyka za wszelką cenę. W samym Audi
wprowadził słynne Quattro, które wyniosły markę wielce do góry,
a potem postanowił jeszcze ugryźć tego żubra w tyłek, żeby
konkurował z najlepszymi na świecie. I udało mu się. Ugryziony
żubr wszedł do pierwszej ligi. A przecież jeszcze w latach
osiemdziesiątych samochody Audi były porównywalne co najwyżej z
Fordem i Oplem, a do klasy luksusowej było im daleko, nie było tam
nawet sześciocylindrowych silników, a jedynie rzędowe piątki.
Pierwsze „duże” Audi V8 wydawało się niejakim kuriozum,
zwłaszcza, że na pierwszy rzut oka było widać, że stanowi
konstrukcję opartą na modelach 100/200, które na żadnej półce z
luksusem Mercedesa, czy BMW nawet nie stały. V8 nie sprzedało się
za dobrze, ale też potwierdziło Piëchowi,
że „zwykły” samochód luksusowy to za mało by się przebić.
Potrzebny jest niezwykły.
A8 D2 miało takim zostać.
Wszystko to zaczęło się grubo
wcześniej, niż się myśli. Proces projektowania aut to strasznie
długotrwała praca jest. W 1982 roku Ferdinad Piëch
podpisał w imieniu Audi umowę z Aluminium Company of America na
wspólne zaprojektowanie samochodu znacznie lżejszego niż
przeciętna. Aluminium Company of America (Alcoa), to jedno z
najstarszych na świecie przedsiębiorstw zajmujących się
metalurgią aluminium, współzałożyciel tej firmy Charles Martin
Hall opracował proces wytwarzania tego metalu, jeszcze w XIX wieku.
Dzisiaj to gigantyczny międzynarodowy koncern, a od przedwojnia jest
głównym dostawcą aluminium w USA.
Zamówienie Piecha na aluminiową
karoserię odbyło jeszcze grubo przed wprowadzeniem wspomnianego
stalowego poprzednika - Audi V8 (1988 rok). Auto z aluminium miało
skompensować pewien niedostatek napędu Quattro, a mianowicie
ciężar, przynajmniej o 100 kg większy, w porównaniu z autami z
napędem na jedną oś.
Prace badawcze i projektowe zaczęły
dawać konkretne owoce w 1991 roku, kiedy to wybrano z kilku wersji
koncepcję stylistów Chrisa Birda (później głównego stylisty
Forda) i Dirka Van Braeckela (jemu zawdzięczamy później większość
aut Skody, Bentleya i Volkswagena) i skierowano do produkcji. W celu
narobienia dużego szumu na targach we Frankfurcie w 1993 roku
zaprezentowano prototyp – zupełnie niepomalowany, z gładkiego
polerowanego surowego aluminium. Niektórzy starcy mogą jeszcze
pamiętać tę premierę. Ja pamiętam. Było dość niezwykłe
oglądać samochód całkowicie lustrzano – srebrny, bo w owych
zamierzchłych czasach, drogie dzieci, kiedy siedzieliśmy jeszcze na
drzewach, a po ziemi stąpały dinozaury, nie istniały jeszcze
lustrzane folie do oklejania, a ostatnie polerowane wyścigówki bez
lakieru widziano w latach 50-tych. Robiło wrażenie nie tylko owym
połyskiem, ale też samą formą. Na moje oko pierwsze Audi A8
antycypowało lata dwutysięczne – za sprawą proporcji. Masywnych
proporcji blachy do stosunkowo niewielkich szyb, krępej sylwetki z
dużymi kołami, jak w resorakach Hot Wheels.
Mimo tego jednak, wyjątkowo jak na
Audi, karoseria A8 miała fantastycznie klasyczne proporcje – jakby
je Pininfarina projektował. Przypomnijcie sobie dawne Audi 100 aka
„Cygaro”, stojące na szczudłach wysokiego prześwitu, z
gigantycznym przednim zwisem, krótkimi tylnymi drzwiami, i cofniętą
za nie tylną osią – ono nie było, broń Boże, brzydkie, było
estetyczne i ciekawe ale nie można go nazwać klasycznym. Audi A8
było, w przeciwieństwie do Cygara, zaprojektowane jak wzorzec metra
w limuzynach. Nie było zupełnie po nim widać na zewnątrz
specyficznej audiowskiej konstrukcji, z silnikiem umieszczonym przed
przednią osią, czym grzeszyło kilka poprzednich modeli. Po drugie
srebrna karoseria prototypu, z takimiż wielkimi polerowanymi felgami
stanowiła wyjątkową jedność. Polerowane felgi zostały z resztą
w seryjnych autach.
A8 weszło do produkcji w 1994 roku.
Jakby nie liczyć, wychodzi że to dwadzieścia pięć lat temu.
Weszło z kilkoma silnikami. Jako sztandarowy wstawiano tam silnik
2,8 V6 172 KM (później 190KM), mały jak na klasę luksusową, ale
Audi chwaliło się, że dzięki lekkości karoserii zapewnia takie
same osiągi jak znacznie większe jednostki konkurencji. Na tej
samej zasadzie pakowano tam też 2,5 V6 TDI 150 koni, podczas gdy
Mercedesy i BMW zaczynały się pół litra pojemności wyżej. W A8
były też 3,7 V8 230 koni, potem w latach 2001-2002 wstawiano tam
kolejne szalone dzieło pana Piëcha
– sześciolitrowe W12. Ale tak naprawdę w Audi A8 liczy się tylko
jeden silnik – 4,2 V8. Uznawany za pancerny, zaprojektowany bez wad
i niekłopotliwy. Na początku miał 300 koni, pod koniec produkcji –
310. Na jego bazie powstało w 1996 roku audi S8, które wykręcało
z tej jednostki 360 KM i 430 niutonometrów momentu obrotowego.
S8 to osobna liga pojazdów
ekstremalnych. Audi Sizola ma pod maską ten najwłaściwszy z
cywilnych silników. V ósemkę 4,2 litra.
Bliskie spotkanie III stopnia
Ciężko uwierzyć, że ten pojazd może
mieć dwadzieścia lat. Przyznam, że dla mnie A8 jest po prostu
klasycznie piękne. Bez fajerwerków, załamań blach, udziwnień,
spojlerów, wlotów powietrza i dyfuzorów. Sam kształt jest tak
przyjemnie dopracowany, że ogląda się go z każdej strony z
jednaką estetyczną satysfakcją. Prosta elegancja, która
niewątpliwie jest ponadczasowa - nie starzeje się. Przy tym – ma
sportowy sznyt. Samochód jest niski, szeroki, szyby przednia i tylna
ustawione pod płaskim kątem, dodatkowo duże felgi robią niezłą
robotę. Dzisiaj na pewno napisaliby, że to „czterodrzwiowe
coupe”. Że nie ma czterodrzwiowych coupe? Nie znacie się na tym
tak dobrze, jak działy marketingu.
Z zewnątrz wszystko jest gładkie,
estetyczne, grube. Solidne klamki schowane płasko w karoserii, ledwo
wystające listwy, lampy wpasowane z niewielkimi szczelinami. Trzeba
zajrzeć do środka, żeby zobaczyć co tam słychać. Podobno jest
to
Samochód wszystkomający
I tak jest pewnie w istocie. Ciężko
mi to ocenić, bo ja przytłoczony jestem. Ja na kolana padłem. (Na
kolana padłszy, zaraz tyż prędko poszedłem – cytat Gombrowicz).
Na co dzień poruszam się samochodem, w którym wszystko jest „bez”.
Bez klimatyzacji, bez komputeryzacji, bez wyświetlaczy. Audi
natomiast jest we wszystkich dziedzinach „z”. Dość trudno
wymienić rzeczy ruchome, które nie są ustawiane elektrycznie.
Właściwie chyba tylko trzy – osłony przeciwsłoneczne i lusterko
wsteczne. Nawet zagłówki są ustawiane elektrycznie. Nawet wysokość
mocowania pasów jest ustawiana elektrycznie! Dotyczy to oczywiście,
ależ oczywiście, obydwu przednich foteli. Co prawda tylko fotel
kierowcy ma pamięć czterech ustawień, a fotel pasażera – nie.
Skandal! Bundestag powinien zaprotestować!
Na desce jest też ekran. Był to
pierwszy widziany w moim życiu ekran przekręcany (piwotalny w dwóch
kierunkach) w samochodzie! Ale może ja krótko żyję.
Był to także
jedyny ekran, na którym oprócz nawigacji można wyświetlić
telewizję. Potrzeba do tego zdaje się jakiejś karty, której Sizol
się dotąd nie dorobił, ale telewizyjny szum wyświetla jak należy.
Dalej idzie komputer pokładowy, dwustrefowa klimatyzacja,
podgrzewanie foteli. Ale wszystko to blednie przy trzech rzeczach
tego wnętrza – telefonie samochodowym w podłokietniku
(podłokietnik notabene jest dzielony – osobny dla kierowcy, osobny
dla pasażera), systemie oświetlenia, oraz systemie wentylacji.
Najpierw telefon – wysuwa ci się on na pantografie z podłokietnika
w ergonomiczną pozycję i jest marki Nokia. Dwadzieścia pięć lat
temu musiał to być niezły szyk. Gdybym był Gerhardem Schroederem,
to dzwoniłbym sobie jak szalony do Putina!
Nie jest to jedyna rzecz wysuwana na
pantografie – drugim jest szuflada przed pasażerem. Bo nie jest to
skrytka, ino mocowana na specjalnych wspornikach szuflada, która
wyjeżdża do góry, prosto pod oczy. Z osobnymi uchwytami na cztery
pióra Montblanc. To znaczy nic oprócz Montblanców nie powinno
ośmielić się tam jeździć, ale Sizol z przekory trzyma tam
ogryzek ołówka. Jak żyję, nie widziałem tak praktycznej szuflady
nigdzie indziej. Ale już ustaliliśmy, że ja krótko żyję.
Żeby obejrzeć system oświetlenia
przodu najlepiej jest położyć się na fotelach i zerknąć do
góry. Ogólnie rzecz opisując – na suficie przed przednimi
fotelami można zapalić sobie sześć osobnych lampek. Dwie z nich
znajdują się od tyłu lusterka i służą do podświetlania map,
nie świecąc kierowcy w oczy. Ten system również uważam za
genialny.
Z tyłu podświetlane jest wszystko.
Łącznie z osobnymi lampkami POD przednimi fotelami, bo przecież
nie daj Bóg, spadłaby tam jakaś Bundesustawa z tylnego siedzenia i
niebacznie ktoś by mógł na nią nadepnąć.
Teraz wentylacja. W żadnym
samochodzie, a przynajmniej nie w wieku lat osiemnastu, nie widziałem
kratek wentylacyjnych pomiędzy fotelami, ORAZ DWÓCH KOLEJNYCH w
bocznych słupkach B. Jest to pierwszy znany mi pojazd, w którym
nadmuch z tyłu nie różni się praktycznie od tego z przodu.
Wszystko tonie wprost w morzu czarnej
skóry. I, tak na oko oceniając, podejrzewam, że jest to skóra
skóra, a nie eko-skaj, jakim wykładane są niemal wszystkie
dzisiejsze auta. Po dwustu sześćdziesięciu tysiącach kilometrów
ledwo widać na niej jakieś ślady zużycia (najbardziej na
kierownicy). Do tego wokół pas drewnopodobny z ciemnego orzecha.
Pasuje tu, jak mało w którym aucie.
Wrażenia organoleptyczne są tu
następujące – wszystko sprawia wrażenie niesamowicie solidnego,
grubego i dobrze wykonanego, a przy tym znacznie bardziej
finezyjnego, niż w takim, na przykład, Mercedesie W210. Wzornictwo
jest bardzo ładne, bardzo spójne, a przemyślenie detali bije na
głowę większość youngtimerów z jakimi miałem do czynienia.
Przykładowo, żeby Gerhard Schroeder nie zapomniał z czego jest
zrobiona jego limuzyna jako wspornik podłokietników przednich
foteli zastosowano grube, rzucające się w oczy elementy z
polerowanego aluminium, jak w jakim Boeningu. Podłokietnik z tyłu
również niczego sobie – po otworzeniu klapki ma magnetyczne
miejsca na metalowe kubki i pojemnik na apteczkę, gdyby przypadkiem
Bundeskanzler poczuł się nagle słabiej, bo mu Gazprom nie przysłał
przelewu.
Zaskakująco in minus wypada ilość
miejsca na tylnej kanapie. Przy tej wielkości aucie spodziewalibyśmy
się przestrzeni jak u babci w salonie, ale nie jest tak fajnie.
Raczej przeciętnie. Przekonałem się też, że gdy kierowca jest
duży (a szanowny Sizol jest właścicielem 190 centymetrów) i lubi
siedzieć tyłkiem na asfalcie, z tyłu pozostaje niezbyt wiele
miejsca na nogi Reichs Bundeskanzlera. Fotele, z racji
elektryfikacji są nisko posadowione i nie dają wielkiej swobody
kanclerskim stopom. Dlatego też rząd Rzeszy Niemieckiej
Bundesrepubliki woził się wersjami „L” Audi A8, dłuższymi o
13 cm. Wersja standardowa, to w mojej ocenie raczej „drivers
car”, niż szacowny pojazd reprezentacyjny. Świadczą o tym także
doznania zza kierownicy, ale o nich za chwilę.
Oglądamy dalej. O ile w bagażniku
Lancii Kappy, opisywanej na Motodinozie – TUTAJ zmieściłyby się
trzy mafijne trupy, o tyle w Audi A8, i to w wersji Quattro zmieściło
by się przynajmniej czterech dziadków z Wehrmachtu. Jest to otchłań
wielkości Rowu Mariańskiego (535 litrów). Pod wykładziną... ale
zaraz zaraz – jeszcze schowki boczne – w lewym siedzi zmieniarka
płyt na siedem sztuk CD, doskonale działająca po osiemnastu latach
grania, a w prawym – akumulator, umieszczony nisko, za tylnym
kołem, dla wyrównania wyważenia auta.
Teraz podnosimy wykładzinę bagażnika,
która to wykładzina – uwaga uwaga – ma uchwyt do zaczepienia
jej w pozycji podniesionej, żeby było wygodnie. Tak powinno być w
każdym banku. Pod spodem niemiecką modłą wytłoczki na narzędzia
i słynna felga z polerowanego aluminium, taka jak w prototypie.
Została się jedna, właściciel wymienił felgi na inne nieco z
musu, bo bodaj dwie oryginalne okazały się uszkodzone.
Z frontu silnik. Żeby otworzyć klapę
spod maski wysuwa się plastikowy języczek, żeby sobie szofer
rączek nie pobrudził, oczywiście klapa na teleskopach. Silnik
dumnie oznajmia swoją pojemność i zawartość pięciu zaworów na
cylinder. Przykryty potężną pokrywą zachodzącą sporo do tyłu
ukrywa nieco swoje kontrowersyjne położenie – przed linią
przedniej osi. Jest przy tym stosunkowo krótki. Dużą część za
nim zajmuje „podgrodzie” przedniej grodzi, z klimatyzacją,
wentylacją i zbiornikiem płynu hamulcowego. Mocno wszystko
zabudowane. Był to, o ile dobrze pamiętam, jeden z pierwszych
samochodów z tak mocno przykrytą komorą silnika.
Dość tej gadki. Dawać mi tu te
ciacha! (cytat)
Wsiada się. Na progu wita nas spory
aluminiowy kotylion ze znaczkiem Audi Space Frame, przypominając, że
inżynierowie trochę namęczyli się nad tym samochodem.
Ustawiamy Wszystko za pomocą prądu.
Jako, że jestem wzrostu pułkownika Wołodyjowskiego... Wiecie w
ogóle kto to był? Nie wiecie? No dobra, jestem wzrostu Bilbo
Bagginsa, to nieco zbyt mała wydała mi się możliwość regulacji
kierownicy w dół. Ale ja lubię mieć kierownicę bardzo nisko.
Trzeba było to nadrobić wysokością fotela.
Rozglądamy się. Automat. Znaczy się
Tiptronic. Wobec dzisiejszego nawału elektroniki za jedyny oldskul w
tym wnętrzu może uchodzić sterowanie radiem. Odbywa się tylko
tam, gdzie zwykło się sterować nim w domu – pokrętłami i
przyciskami na jego froncie. Na kierownicy są co prawda dwa
przyciski kierunkowe „góra-dół”, ale służą do zupełnie
czegoś innego, niż sterowanie radiem – można nimi zmieniać
biegi. Należy ino przestawić wajhę automatu z głównej osi PRND
na prowadnicę „+ -” . Jako zmieniacz służy wtedy również
dźwignia biegów, zamiennie z owymi przyciskami.
Na razie odpalamy i zwykły automat.
Silnik ledwo szeleści na biegu
jałowym, podrażniony gazem wydaje stłumiony bulgot, jak należy.
Już nim jeździłem kiedyś. W zimie,
po śliskich, zaśnieżonych drogach kielecczyzny, ze dwa lata temu.
Wtedy wydał mi się niezwykle przyjazny i łatwo sterowalny. Ciekawe
czy mu to zostało na suchym asfalcie.
Automat na „D” i jedziemy. Łagodnie
i przyjemnie. I cichutko. Trzeba powiedzieć, że samochód ma bardzo
dobry układ kierowniczy, pozwalający na natychmiastowe wyczucie.
Pojazd wydaje się sprężysty i zwarty. A przecież jest Bardzo
Duży. Czuć stabilność, zawieszenie przyjemnie głuszy
nierówności, spełnia z nawiązką wszelkie oczekiwania wobec
luksusu. No dobra – pusta szosa przed nami – kickdown. Silnik
cicho mruknął, skrzynia zeszła bieg w dół i wcisnąło nas w
fotele. Za pięć sekund dogoniliśmy samochód jadący na
horyzoncie. Wszystko w sposób wyrazisty, ale łagodny, lekki,
miękki. Nie odczułem brutalnej siły potwora z bagien. Pewnie też
ze zbytnią taką nieśmiałością (cytat) wykonałem ten kickdown.
-Czy tu jest jakiś przełącznik
„komfort – sport” ? - zapytałem
-Nie ma. Przełącz go sobie na
tiptronic i spróbuj. Można go wtedy dociągać do maksymalnych
obrotów.
Wajha w prawo, na „plus – minus”.
O! Wtedy to się dzieje. Audi zamruczało jak niegrzeczny kotek i
stanęło gotowe do walki. I to mi się podoba!
Można sobie redukować tyle biegów,
ile się chce, można sobie hamować silnikiem. Można wszystko.
Stłumiony bulgot v-ósemki dociera w wyższe rejestry, doznaje się
wrażenia większej jeszcze zrywności.
W tej zabawie jest tylko jeden niuans –
w tym samochodzie nie czuć prędkości w ogóle. Można by sobie tak
przyspieszać dla przyjemności, ale istnieją obawy, że osiągnie
się zaraz pierwszą prędkość kosmiczną, nie zauważywszy. Mi się
to przytrafiło.
Szosa Zgierz – Stryków zakończyła
się rondkiem, skąd już witają zapraszające na autostradę
kierunki „Warszawa” i „Gdańsk”. Lecimy. W kilka sekund
osiągamy prędkość przelotową, w Audi odbywa się to tak leciutko
i jakby samo. Za chwilę meandrujemy zjazdami na A1 okrążającą
Łódź. Ruch gęsty, sporo aut. Tiry ciągną prawym pasem. Przed
nami zasuwa przedstawiciel handlowy w Fiacie Cubo. Trzymam się za
nim na
dystans.
-Co tak daleko? - żartuje Sizol –
powinieneś siedzieć mu na ogonie i mrugać światłami. Pamiętaj,
że siedzisz w Audi, to zobowiązuje!
Mimo wszystko nie stosuję się do rad,
czekam cierpliwie. Wreszcie zjeżdża z lewego. Przyciskiem minus,
minus! Ognia! Audi ryknęło sobie cichutko stłumionym barytonem i
świat nagle przyspieszył, a przedstawiciel handlowy został z tyłu
jakby zdmuchnięty wiatrem. Płyniemy sobie autostradą. Płyniemy,
gadamy, muzyczka gra. Fajnie, miło. Niestety w pewnym momencie od
niechcenia spoglądam na licznik, a tam sto osiemdziesiąt! Stop!
Stop maszyna! Abort! Abort the mission! Hamujemy natychmiast z
pierwszej kosmicznej do legalu.
W tym aucie nie czuć prędkości w
ogóle. Jedyne z czym mogę go porównać, to BMW 535d ostatniej
serii (F11), którym znajomy wiózł mnie ostatnio autostradą.
Jechaliśmy też sto osiemdziesiąt i było strasznie nudno. Nic się
nie działo, jak w polskim filmie. W Audi jest podobnie. Przy
prędkościach w których moje małe auta dają dowód największych
poświęceń i zachowują się nerwowo, Audi milczy jak zaklęte i
nawet mu brew nie drgnie. Cisza, żadnych skrzypień, czy wysiłkowych
ryków, można by tak do wieczora.
Co do zachowania auta na zakrętach, to
wiem to już z kieleckiej zimy – zachowuje się nie jak o numer,
tylko jak o dwa numery mniejsze. Okolice łódzkiego niestety nie
słyną z zakrętów. Ostatnie lata strawiłem na objeżdżaniu
województwa i szukaniu jakiejś krętej drogi, a la Passo Stelvio.
Ale niestety – nic z tego. Wszystko tu u nas płaskie i proste po
horyzont, za cholerę nie chce nic skręcać.
-Spróbuj sobie chociaż na jakimś
rondzie – powiedział Sizol. Akurat zjeżdżaliśmy z autostrady i
wiecie co? Nie uwierzycie – tam było rondo. Redukcja o dwa,
gardłowy pomruk przyczaił się swoimi 410-cioma niutonometrami.
Najpierw ostrożnie zawijamy, potem mocniej, potem jeszcze mocniej,
opony zawyły sobie leciutko, prostujemy na zjazd do miasta. Rany!
Ratunku! Nie dość, że to auto zachowuje się mniej więcej tak
lekko, jak mój Fiat Grande, to jeszcze ktoś przykleił je do
asfaltu!
Ja wiem kto to był – to byli Quattro
z Torsenem.
Właściwości jezdne, zważywszy na
rozmiar, są po prostu fantastyczne.
Czy się udało?
Piëch
i Audi rzeczywiście dokonali tego co zamierzyli. Naprawdę stworzyli
auto, które było realną i ekscytującą konkurencją dla Mercedesa
i BMW. Dość popatrzeć na dane techniczne – A8 waży o sto pięć
kilogramów mniej, niż porównywalny osiągami Mercedes W220 S500.
Waży o 40 kilogramów mniej, niż BMW 740i (E38). A oprócz tego
zostawia tamtych na pobitym polu, bo ma napęd na cztery koła, a
konkurenci - nie. Jeżeli porównać A8 4,2 z Mercedesem S500 4 Matic,
to okazuje się, że jest ono lżejsze o, uwaga uwaga, 230
kilogramów. To znacząca różnica i całkiem słusznie chwalono
się, że A Ósemka może mieć silniki o pół litra mniejsze, a i
tak dorównuje osiągami konkurencji, nie dość tego – wyprzedza
ją na każdym zakręcie za sprawą swojego Quattro.
Prawdziwa przewaga dzięki technice.
Nie udawana.
A8 D2 było przełomem i między innymi
dla mnie jest najbardziej ekscytującym z serii ósemek, dalsze
modele, pomimo zapewne większego technicznego wyrafinowania nie są
już tak ciekawe. Przy okazji D2 pozostaje samochodem „starej
szkoły”, w którym nie wszystkim zawiaduje jeszcze elektronika i
centralny komputer. Takim całkiem jeszcze „normalnym”
samochodem, tyle że bardzo dobrze i przemyślnie zaprojektowanym.
Nie ścigającym się za pomocą przekątnych ekranu i tego co na nim
można wyświetlić, tylko za pomocą realnych i praktycznych
właściwości – lekkości, sztywności aluminiowego nadwozia,
napędu na cztery, rozbudowanej wentylacji dla pasażerów z tylnego
siedzenia, łatwości prowadzenia.
Znów biorą mnie chęci, żeby sobie
takiego sprawić. Jest wielce fajny. Jedyne co mnie odstrasza, to
koszta utrzymania. Jeżeli pytacie o to, ile to pali, to lepiej nie
kupujcie sobie takiego samochodu. Pomimo tego że nie pali jakoś
strasznie dużo. Czy ja już wspomniałem, że on jest lekki? W
mieście, przy delikatnej jeździe można się zmieścić w
zaskakujących piętnastu litrach. Przy szybkiej autostradowej
jeździe, do której używał tego egzemplarza jego właściciel,
dojeżdżający nim przez ostatnie pięć lat dwa razy na tydzień z
Łodzi do Warszawy, pali około 12 – 13 litrów. Czy się psuje?
Sprawia kłopoty ten osiemnastoletni samochód z przebiegiem 260
tysięcy? Niezwykle rzadko. Niemniej ceny części czasami powodują
wytrzeszcz oczu. Pękła na przykład przednia szyba, od uderzenia
kamieniem. Nowa szyba kosztuje, dość sensowne jak za klasę auta
800 złotych. Niestety szyba to nie wszystko – wokół szyby
biegnie specjalna metalowa uszczelka. Pan od wymiany szyby
powiedział, że będzie starał się ją uratować, ale nie ręczy
za powodzenie. W razie porażki należy wydać dwa tysiące na nową.
Udało się. Takich rzeczy jest w tym samochodzie trochę, między
innymi z racji jego aluminiowej konstrukcji. Kradną też do tych aut
kratki z dolnych partii zderzaka, co zdarzyło się Sizolowi. Należy
zaznaczyć, że w przeciwieństwie do Fiata Punto takie kratki nie
leżą na każdym szrocie i nie kosztują niestety 10 złotych.
Z pewnością nie jest to auto do
„utrzymania po taniości”. Tym, którzy są gotowi sięgnąć
nieco głębiej do portfela A8 4,2 Quattro odwdzięczy się byciem
lwem autostrad, władcą pierścieni, autem godnym Bundeskanclerzy i
ogólnie – grubą przyjemnością. I żadne z tych stwierdzeń nie
jest na wyrost.
A teraz, żeby poczuć głębiej
klimat, obejrzyjcie sobie jeszcze raz „Ronina”.
Fabrykant
Zapraszam na Facebooka Motodinozy - wrzucam tam czasem ciekawe graty - LINK
P.S.
Polecam bardzo ładne i solidne wanny spa i jacuzzi - amerykańskiej firmy Hotspring. Zajmuję się ich marketingiem: https://hotspring.com.pl
- w Roninie to XM rządził (i inne Francuzy)
OdpowiedzUsuń- w tym samochodzie (Ałdi) robią wrażenie wyłącznie kwestie techniczne i ogólna 'spójność' (koherentność, ekhem ;-)), natomiast strona wizualna...no cóż jak dla mnie taki niewiele lepszy Passat B5. Albo inaczej - nie ma niczego, co odróżniałoby go od Superba albo Oktawii 2.
- W Roninie rządził Peugeot 406 w pościgu za BMW 5 i Mercedes 450 SEl 6,9. Jest tam nawet Ferrari 250 California, ale nie rządzi.
Usuń-Jest rzecz podstawowa - był pierwszy! Jak dla mnie jest najładniejszą emanacją wzornictwa volskwagenowskiego.
Znaczy się możemy sobie podyskutować o gustach ;)
Buahahahah...dobry jesteś ;)
UsuńBundestag powinien nieustannie protestować. Ale stał się auto-politically correct. Jak dyrekcja Audi podcinająca sobie CO2 gałąź na której wszyscy niemieccy producenci siedzą. Nie wszyscy jeszcze siedzą (ale ni wykluczone, że ich wsadzą za niepoprawność. Niepoprawny jest nowy ruch "Fridays for Hubraum" - dla pojemności skokowej ponad poziomy czyli 4.2 litra jak u w/w Audi. Nie wiadomo wszakże gdzie ten ruch ma swe źródło bo raczej nie w "Stadt der Bewegung" (München). Może w Königsbergu Imanuela Kanta?
OdpowiedzUsuńPonad poziomy wylatuj!
UsuńTen komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuńPanie Fotodinoza, Pan to powinien robić zawodowo. Testować klasyki w jakimś Classic Auto czy coś.
OdpowiedzUsuńA fura zawsze mi się podobała, ale wyznaje zasadę, że jak mnie nie stać na segment samochodów, które są nowe to i na używane także. Choćby ceny wozów szurowaly po dnie. Bo zakup zakupem, ale zostaje jeszcze eksploatacja. A ja lubię mieć wszystko tip top zrobione w aucie:)
Wojluk
Jestem za zawodowstwem. Na razie pro publico bono, ale kiedyś...
UsuńBardzo ciekawy wpis. Dużo przydatnych informacji. Pozdrawiam
OdpowiedzUsuńDzięki.
UsuńŚwietnie napisane, samochód ładnie się prezentuje
OdpowiedzUsuńSuper wpis
OdpowiedzUsuńCiekawy artykuł
OdpowiedzUsuńSuper napisane. Pomocne informacje
OdpowiedzUsuńŚwietna recenzja, samochód fajnie się prezentuje sam w sobie, ale bardzo ciekawie wszystko opisałeś.
OdpowiedzUsuńDzięki!
UsuńFajnie napisane
OdpowiedzUsuńBardzo fajnie się prezentuje ten samochód
OdpowiedzUsuńCiekawie napisane
OdpowiedzUsuńBardzo ciekawy blog
OdpowiedzUsuńŚwietnie się czyta Twojego bloga
OdpowiedzUsuńDziękuję!
UsuńTen wpis jest bardzo ciekawy
OdpowiedzUsuńBardzo ciekawy wpis. Pozdrawiam
OdpowiedzUsuńTen wpis jest bardzo ciekawy
OdpowiedzUsuńFascynujący wpis. Podoba mi się.
OdpowiedzUsuńTen wpis jest bardzo interesujący
OdpowiedzUsuńRewelacyjny jest ten wpis
OdpowiedzUsuńNiesamowicie wartościowy wpis. Super
OdpowiedzUsuńRewelacyjny jest ten wpis
OdpowiedzUsuńDużą przyjemność sprawił mi ten wpis! Dzięki
OdpowiedzUsuńNiesamowite auto, a przedstawione zostało jako coś wyjątkowego, świetnie!
OdpowiedzUsuńSuper ciekawy wpis
OdpowiedzUsuńPodoba mi się ten wpis
OdpowiedzUsuńPodoba mi się ten wpis
OdpowiedzUsuńWartościowe informacje
OdpowiedzUsuńRewelacyjny jest ten wpis
OdpowiedzUsuńTen wpis jest bardzo interesujący
OdpowiedzUsuńWiele można się dowiedzieć dzięki tak świetnym wpisom.
OdpowiedzUsuńPodoba mi się ten wpis
OdpowiedzUsuńCiekawe informacje
OdpowiedzUsuńSuper wpis
OdpowiedzUsuńNiezwykle pouczający jest ten wpis. Bardzo mi się podoba.
OdpowiedzUsuńSuper wpis
OdpowiedzUsuńCiekawy wpis
OdpowiedzUsuń