niedziela, 4 sierpnia 2019

Lancia. Premium a sprawa polska

Nie wiem czy wiecie, ale u nas nie jest tak samo jak Gdzie Indziej.
Tylko Zupełnie Inaczej.
Tacy Anglicy, to kojarzą Lancię tylko z rajdami, rdzą i odwożeniem na lawecie.
Tymczasem w Polsce...

Jacek Fedorowicz (1990):
No niektórych tych kandydatów na prezydenta to trzeba zmuszać żeby kandydowali! Nie, i koniec! Namawiają go, proszą, błagają. Uparł się. Siłą w końcu ciągną do Państwowej Komisji Wyborczej. Wyciągają z samochodu. Złapał się latarni! Jakoś go odczepili. Jeszcze był problem przy bramie, ale jakoś go dociągnęli na miejsce. Zauważają nagle, że on coś tak kurczowo trzyma w ręce. Odginają mu te palce, jeden po drugim, patrzą – klamka od Lancii.
(Aluzja do stwierdzenia Wałęsy w sprawie kandydowania na prezydenta -„Nie chcem, ale muszem”. Cytowane z pamięci, niedokładnie zapewne)

No i to jeszcze:

W lipcu 1991 roku urzędnik Naczelnej Izby Kontroli Michał Falzmann, działacz opozycyjny odkrywa i ujawnia największy przekręt III RP - aferę Funduszu Obsługi Zadłużenia Zagranicznego - defraudację na szkodę państwa, uwaga uwaga - od 7 do 10 MILIARDÓW dolarów, przez byłych działaczy PZPR.
Po wystąpieniu do zarządu NBP o zniesienie tajemnicy bankowej i ujawnienie obrotów i stanów pieniężnych FOZZ, Michał Falzman zostaje jeszcze tego samego dnia w trybie pilnym odsunięty od tej sprawy, przez swojego szefa Waleriana Pańko. Dwa dni później niespodziewanie umiera na serce w wieku 37 lat
7 października bordowa Lancia Thema Waleriana Pańki na trasie E75 Warszawa - Katowice zjeżdża gwałtownie na pas zielony przedzielający kierunki ruchu i przejeżdża na przeciwne pasmo drogi. Tam zostaje uderzona przez pędzące BMW. Przód samochodu zostaje w całości, kierowca profesora Pańki i jego żona siedząca na przednim fotelu doznają niewielkich obrażeń, tył Lancii zostaje całkowicie oderwany, ginie na miejscu Pańko i dyrektor Biura Informacji Sejmu Janusz Zaporowski.
Cztery dni później Walerian Pańko miał przedstawiać przed Sejmem wyniki śledztwa w aferze FOZZ.
Liczne badania prokuratorskie nie wykazują działania sił trzecich - uznają winę kierowcy.
Kierowca służbowej Themy - Jan Budziński przeżył katastrofę, został skazany za nieumyślne spowodowanie wypadku, potem ułaskawiony przez prezydenta Kwaśniewskiego (notabene prezydent Kwaśniewski dokonał podczas swojej kadencji ponad 3000 ułaskawień). Niedługo później Jan Budzyński umiera na zawał serca.

Dwaj policjanci, którzy pierwsi dotarli na miejsce wypadku Waleriana Pańki również wkrótce zmarli - przyczyną było utonięcie podczas łowienia ryb z łódki.
W grudniu 1991 roku, wydawca pierwszej książki o FOZZ Marcin Dybowski został w podejrzanych okolicznościach zatrzymany i poturbowany przez policję, a w tym czasie zniknęły z jego auta dokumenty o tej aferze. Niedługo potem nieznani sprawcy zasztyletowali mu psa i podpalili samochód. Dostał ochronę (ciekawe przed kim?).

Rok później jeden z podejrzanych w aferze FOZZ, Jacek Sz. zginął w wypadku samochodowym pod Sulejówkiem. Tym razem już nie w Lancii.
Takie to wypadki losowe krążyły po naszym kraju, u zarania III RP. Ale to wszystko się działo daaawno daaawno temu, za kadencji Lancii Themy, ówczesnego samochodu rządowego. 
Ostatnią rządową Lancią była Kappa (1994 - 2001), ale nie została już tak mocno zapamiętana. Może ciekawych wypadków zrobiło się trochę mniej.
Za to miałem okazję taką się przejechać i dokładniej pooglądać.



 Powiem Wam tak: my tu panie tempus fugit, a tu czas płynie. Dwadzieścia lat! Ja cię przepraszam! (cytat). Kappa w kolorze ciemnoszary metalik, z 1999 roku. Ani to zabytek, ani to nowe auto. Zatem ani chybi jangtajmer!

Kappa była dość droga w czasach swojej młodości i nie zrobiła wielkiej kariery - wyprodukowano 80 tysięcy egzemplarzy sedana, nieco ponad 3 tysiące coupe i 9 tysięcy kombi. Wobec ścisłej przednionapędowości auta, nie podgryzło ono niemieckiej konkurencji. Ówczesny szef Fiata, Paolo Cantarella zarządził, że auto ma mieć spokojny design, bez robienia "wizualnego hałasu". Zalecenia te zrealizował - ta dam! - niejaki pan Ercole Spada. Był to pan ówcześnie już w późno - średnim wieku (rocznik 1937), ale zasłużony wcześniej wyjątkowo. Zaprojektował był w latach 60-tych Astona Martina db 4 GT Zagato, Alfę Romego Giuliettę SZ i Lancię Fulvię Sport. W latach 90-tych pracował dla znanego niegdyś studia I.DE.A, ówcześnie mocno powiązanego z Fiatem. Jego projektu jest większość aut koncernu z tamtego czasu, między innymi Tempra, Dedra i Alfa 155, wszystkie one o dość stonowanej, na tle poprzedników stylistyce.
Studio I.DE.A skończyło marnie, ale to zapewne temat na osobny wpis (może dla Automobilownia.pl)


Tymczasem Kappa. Zapoznawałem się z nią po nocy, nawet nie wiedząc co tam drzemie pod maską - diesel czy benzyna. Dostałem kluczyki i pozwoleństwo. Centralny zamek odryglował drzwi i znalazłem się w morzu jasnobeżowej alcantary, okalającej zewsząd. Samochód miał przebieg około 260 tysięcy, można sądzić, że realistyczny. Na przednim fotelu owa alcantara zdążyła się już mocno zdefasonować i zmechacić - to wada Kappy, często podnoszona na forach internetowych. Niemniej - przyjemnie jak cholera, niezależnie od zmechacenia. Deska łagodnymi łukami łączy się z drzwiami, zegary wyskalowane do 260 na godzinę, przekręcamy kluczyk, żadna kontrolka od świec żarowych się nie zapala, zatem - benzyna. Silnik cichutki. Manewrujemy wrzucając familiarnie wsteczny - tak samo jak w moim Punto II - z pierścieniem podnoszonym do tyłu i w prawo.
A potem na szosę. W czasie suszy szosa sucha.
Ależ to przyjemnie jedzie!



Zawieszenie komfortowe, niezbyt sportowe, dobrze gasi nierówności, auto wydaje się solidne i zwarte. A przede wszystkim - ani piuknie. Żadne skrzypienie z deski rozdzielczej , żadne stukanie zawieszenia - w dwudziestoletnim samochodzie! Hamulce nieco gumowate, trzeba ciut mocniej wciskać niż w moich nowszych autach koncernu Fiat.
Ostatni raz w tak żywym, miłym dużym aucie (nie należącym do ekstraklasy cenowej) to jechałem w BMW 520 E34 - jeśli nie wiecie, to także projekt pana Ercolego Spada.
Kappa jest raźna, przyspiesza żwawo i bardzo chętnie, czuć niezły poziom momentu obrotowego. Ale ten dźwięk! Uzależniający!

Do tej pory uznawałem sześciocylindrówki za szczyt mej ulubionej dźwiękowej gamy. Tutaj musiałem stwierdzić, że pięciocylindrówki zupełnie im nie ustępują. Zatem dwójka i w palnik, i trójka do pięciu tysięcy obrotów, w akompaniamencie stłumionego pomruku - trąbienia niczym w jakimś Ferrari.
Do czwartego biegu wszystko jest standardowo, piątka w Kappie jest wyjątkowo długa i autostradowa, zapewne w celu zwiększenia komfortu blisko szczytowych prędkości. Tych nie próbowałem, ani nie miałem zamiaru.
Bardzo mi się podobało. Żywe, zrywne auto. Z wspaniale brzmiącym pięciocylindrowcem. Tylko jakim? Bylem prawie pewien, że to 2,4 litra. Pomyliłem się - to dwulitrówka z systemem V.I.S., czyli Variable Intake System, znaczy się ten wzmocniony (cytat). Nie robią już teraz takich, panie dziejku! 155 koni, nie powalająco dużo, za to moment obrotowy 186Nm dostępny przy bardzo niskich, jak na Włochów, 4000 obrotów. Porusza żwawo autem o wadze nie przekraczającej 1450 kilogramów.
To jak musi chodzić 2,4 litra? Nie wspominając o wersjach turbo?
Oczywiście 2,0 20V V.I.S. to nie jakaś torpeda w stylu BMW i8, opisywanego przeze mnie na Automobilowni tutaj - LINK. To po prostu samochód dla mnie "więcej niż wystarczający", no nie wiem jak dla Was, może jesteście przedstawicielami handlowymi w Octavii TDI.




Już za dnia zrobiłem dokładną inspekcję Lancii Kappy i sesję zdjęciową. Auto ma fajne felgi, nieco w stylu alfowych "tarcz telefonicznych", ale oprócz tego gadżetu nie prezentuje z zewnątrz żadnych zupełnie atrybutów sportowości. Niektórzy mówią, że jest nudna. Za to ma ładną, moim zdaniem
, harmonijną sylwetkę, z proporcjami bardzo przypominającymi wspomnianą Alfę 155, niepoprzecinaną żadnymi ostrymi liniami ani wygięciami - łagodny klin wznosi się od przodu aż do bagażnika. Wznosi się, wznosi a na końcu jest bagażnik. Proszę Państwa, to nie jest bagażnik - to jest otchłań. 



Widok z lotu trupa camorry w bagażniku

Ponieważ wlazłem do środka, to mogę o nim coś powiedzieć - z pewnym luzikiem zmieścilibyśmy się do niego w trzy osoby. Mafiosi wożący w latach 90-tych zwłoki po wykonaniu wyroków powinni byli być z Kappy bardzo zadowoleni.


Natomiast otwieranie bagażnika, o to jest coś, czego byście nie potrafili! Ja też nie potrafiłem, dopóki mi kumpel nie powiedział - odbywa się przyciskiem ukrytym w skrytce przed pasażerem. Nie do wiary wręcz. Być może jakieś wersje miały bagażnik otwierany z pilota, ale ta akurat nie. Za to klapa bagażnika, jak u białego człowieka, otwiera się na teleskopach hydraulicznych, w związku z czym trupy wożone w bagażniku korzystnie nie obiją się o zawiasy.
Z bagażnika do wnętrza. Dyskretne malutkie loga Lancii wytłoczone na osłonach progów i boczkach drzwi. Na tapicerce wspomniana alcantara. Siedzi się wygodnie, regulowana jest wysokość obu przednich foteli i regulowana jest w dwu płaszczyznach kolumna kierownicy. Niemniej dawny syndrom włoskich aut jest w Kappie leciutko obecny - ciut lepiej tam będzie osobnikom krótkonogim i długorękim. 





Z wyposażenia zwracającego moją uwagę należy tu wymienić na przykład przycisk do składania lusterek - dwadzieścia lat temu! - i lampę z licznymi funkcjami i włącznikami pod sufitem. 






Kappa to auto reprezentacyjne, auto włoskich prezesów i polskich ministrów, siadamy zatem na tylnej kanapie. A na tylnej kanapie - szok! Powiem szczerze, że nie jestem wysoki (170 cm), ale ilość miejsca na tylnej kanapie z fotelem ustawionym na mój wzrost najbardziej przypomina mi Skodę Superb. O mało nie dałoby się tam założyć nogę na nogę. Podłokietnik z dziurą na narty, na dole indywidualne nawiewy dla pasażerów, z tyłu, za głową wysuwane rolety przeciw włoskiemu słońcu. Każdy z pasażerów ma także własną lampkę, świecącą albo światłem ogólnym, albo samolotowym, do czytania.
Miło, miękko przyjemnie. Bardzo dużo miejsca.
Jak oni to w ogóle zrobili?






Samochód o długości 468 cm, piętnaście centymetrów krótszy niż Skoda Superb II, do której mogę go porównywać, z wielką ilością miejsca z tyłu i bagażnikiem wielkim jak Morze Śródziemne? Jak to możliwe?
Sposobem.
Jak przyjrzymy się Kappie z zewnątrz, możemy zauważyć nieco krótszy niż w Superbie przedni zwis i to, że w Kappie maska nie jest specjalnie długa. Jak zajrzymy do wnętrza - dopiero na drugi rzut oka, i to uważnego oka dostrzeżemy, że deska rozdzielcza jest wygięta w dwa łuki, okalające kierowcę i pasażera. I w porównaniu z jakimkolwiek innym autem dość pionowa. Kappę skonstruowano przesuwając przednie fotele o kilka centymetrów do przodu, a pięciocylindrowe silniki mocowane poprzecznie ułatwiły sprawę. Resztę ergonomii dopełnia lekko "włoska" pozycja za kierownicą. 

 
Drobny przejaw premiumu - wycieraczka kierowcy na pantografie



Czy to jest zatem udawany samochód luksusowy, jak niektórzy twierdzą (w tym Złomnik)? Ja tego nie odczułem. Bardzo miły i wygodny samochód. Parę drobnych detali przekonuje mnie, że to auto zaprojektowane z myślą o komforcie. Na przykład otwieranie silnika. Kiedy pociągniemy za standardową wajhę w kabinie i podejdziemy do chromowanej atrapy z przodu, ręka włożona pod nią napotyka na niezwykle miłą i solidną wajhę blokady maski. Był to pierwszy w życiu samochód w jakim otwierałem silnik, którego blokadę maski wyposażono w szeroki, obły i wygodny uchwyt z plastiku. Ale może ja mało masek otwierałem w życiu. Niemniej nawet w Mercedesie W124 trzeba tę maskę otwierać ciągnąc za plastikowy cienki pasek wystający z obudowy chłodnicy, a w dzisiejszych autach w większości to kawałek kanciastego metalu.



Kolejna klapa otwierana siłownikami teleskopowymi.




Pod maską ciasno. Nie życzę żadnemu mechanikowi zmieniania rozrządu w pięciocylindrowej Lancii. Uwagę zwraca charakterystyczna łapa wieszaka z gumowymi łączeniami, nie wiem niestety czy to górna łapa silnika, czy tylko stabilizator. Jak na dzisiejsze normy premium, to i tak sporo z osprzętu silnika jest łatwo dostępne i na wierzchu. Wygodnie u góry umieszczono bagnet olejowy, zbiornik wyrównawczy płynu i wtryski.
Czy to jest premium?
Dla mnie tak. Takie cichociemne, może nie stuprocentowe, ale jednak.






Dla chcącego powąchać premiumu sprzed dwóch dekad, wobec różnicy w cenie... no, różnicy w cenie właściwie wszystkiego - cenie zakupu dobrego egzemplarza, cenie części, kosztach utrzymania, bardzo bym się zastanawiał na temat zakupu takiej Kappy, zwłaszcza z silnikiem 2,4, zamiast zakupu BMW E34 z mniejszymi silnikami. BMW przekonuje oczywiście tylnym napędem i zapewne lepszym prowadzeniem się po zakrętach, ale nogi na nogę w nim nie założymy na tylnej kanapie i nie wsadzimy do bagażnika bagażu wakacyjnego dla pięciu osób.
No i BMW było ostentacyjne, a Kappa antyostentacyjna.
Ja to zdaje się taki więcej antyostentacyjny jestem...

Fabrykant

Zapraszam na Facebooka Motodinozy - wrzucam tam czasem ciekawe graty - LINK

22 komentarze:

  1. Opis piękny, soczysty - aż się człowiek czuje, jakby osobiście było mu dane obcować.
    A premium jak w pysk strzelił (oraz splendiż), nie ma to tamto ;) Co do ilości miejsca "za sobą", znaczy na kanapie prezesa, to choć dotąd z kappą nie miałam przyjemności (zwłaszcza tej alcantarowej), z powyższego opisu jawi mi się jako typowy przedstawiciel segmentu w tamtych latach. W dostępnych mi nieco starszych premiumach - choć już nie tak antyostentacyjnych, bo i skoripo (zwłaszcza białe), i audiczka 100 C4 mają już swoje łatki poprzypinane - miejsca też jest nieprzyzwoicie dużo, aż nie wiadomo jak się w obliczu tego faktu zachować. Nogę na nogę to co najmniej i bez problemu (wzrost zbliżony). Nie wiem na ile to zasługa nieco większej długości - odpowiednio 6,4 cm i 11 cm. Ale tak, sądzę że przedział zarówno VIP, jak i VUP (w bagażniku) to Włochom wyszedł taki normalny, takie niezbędne minimum wręcz. Choć nie przeczę - to zawsze robi wrażenie ;)
    Pięciocylindrówki cieszą się estymą wśród miłośników V6 (co najmniej), więc coś jest na rzeczy z tym brzmieniem...

    OdpowiedzUsuń
  2. Bombowy samochód i bombowy wpis!! (bynajmniej nie jest to aluzja do smutnego wstępu).

    Co do studia I.DE.A - aluzju paniał, w kajet wpisał.

    KAppy jeszcze nie miałem okazji przetestować, ale udało się Thesisa i - kilka dni temu - ostatnią Themę, która przypomina mi przysłowiowy pałac Poznańskiego.

    Ja również uważam, że premium nie musi bić po oczach. Na przykład pierwszy Lexus LS 400 - nie bił, a premium był, że hej.

    Mam niedyskretne pytanie: czy rzeczona Kappa, podobnie jak "moje" Thesis i Thema, miała wyblakłe i odbarwione emblematy, listwy, itp.? Bo słaba jakość detali - ale też np tapicerki wyglądającej na przebieg 3x większy od widniejącego na liczniku - zdawała mi się łączyć te auta. Chyba, że ten przebieg naprawdę był 3x większy...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W "mojej" Kappie poniżej wszelkiej krytyki był tylko fotel kierowcy, okropnie zmechacony, wyglądający jak szmata, oraz ułamany uchwyt na podłokietniku drzwi. Reszta była raczej bez zarzutu.

      Usuń
  3. Jak niektórzy być może wiedzą, jestem na etapie poszukiwania godnego następcy dla Skanssena. Najchętniej zostałbym przy Volviaczach, szczególnie 940, ale gdy w mej okolicy Kappa w kąbiu odpaliłem wrotki szybciej, niż jestem w stanie powiedzieć "alcantara". I zgadzam się - samochód jeździ świetnie, jest bardzo komfortowy i relaksujący a jednocześnie zapewnia godne osiągi. Niestety - egzemplarz, którym się przejechałem, prawie nie miał oleju w silniku, sprzedający zaś stwierdził, że on tam nie wie, nie zaglądał. A silniki te - szczególnie 2.4 - są bardzo wrażliwe na takie zaniedbania.

    Nie zmienia to faktu, że gdybym znalazł zadbany egzemplarz w moim budżecie, najlepiej 2.0 (nie aż tak delikatne jak większa wersja), rzuciłbym się nań okrzykiem "stai zitto e prendi i miei soldi". Tylko znalezienie dobrego kąbia łatwym nie jest :-(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no z tego co ja slyszalem to wlasnie 2.4 sa wytrzymalsze od 2.0, ale tak na prawde to jest ten sam silnik wiec zapewne zacieraja sie tak samo chetnie.
      Z tego co wiem, prewencyjne wymiany panewek tak max co 100tys zalatwia problem, a najlepiej to zmieniac je razem z olejem co 10tys ;)

      ps. czemu nastepca nie bedzie Volvo 850 kombi? takie to i mi sie marzy :) tzn 940 bardziej mi sie podoba bo kanciastrze, ale nie chce tylnego napedu, a pozatym 850 sa mega pancerne i niesamowicie porzadnie ocynkowane

      Usuń
    2. No dużo tych kombi, to rzeczywiście nie było. Podejrzewam, że nawet limuzyn w stanie porządnym jest niewiele. Może spróbować tak zwano zagranico? Szwajcaria? Włochy? Zależy jaki budżet, rzecz jasna. A zaniedbania olejowe - no cóż, mówią, że Fiat robi dobre gładzie cylindrowe, bardzo odporne na zatarcie ;) .

      Usuń
    3. Sprowadzenie jest niestety poza pytaniem gdyż albowiem nie uzyskam już w tym roku żadnych dodatkowych dni wolnych poza tymi, które mam zaplanowane na wyjazd. Który już za 2 i pół tygodnia.

      Usuń
  4. Do tła historycznego możnaby jeszcze dorzucić ciekawostkę, że aktualnie córka pana Falzmanna pracuje w TVP, a córka księgowej FOZZ - w TVN. Taki przypadeczek.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przypadeczki chodzą po ludziach, i mieszają się w splocie niemożebnym, zgodnym z realiami historycznymi naszego pięknego kraju.

      Usuń
  5. Miałem okazję jeździć taką nową Kappą 20 lat temu ... Auto premium po włosku, alcantara, wyciszenie, świetna klimatyzacja, barwione na na niebiesko szyby ... Człowiek czuł się naprawdę jak z lepszego świata. Miałem wtedy 20 parę lat.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też się tam poczułem całkiem nieźle. Mimo dwudziestu lat na karku Lancii.

      Usuń
  6. To już widać wyższy standard jeśli o samochód i samą markę chodzi. Nieźle się prezentuje i to wnętrze.

    OdpowiedzUsuń
  7. Zawsze mnie lekko śmieszą te testy samochodów po dwudziestu latach od ich produkcji. To mniej więcej tak jak wziąć 90-letniego boksera i kazać mu robić pompki i skakankę. Oczywiście takie testy też są potrzebne, bo w końcu one mówią nam czego to możemy się spodziewać po danym samochodzie w dniu dzisiejszym - a nie 30 lat temu. Nie mamy przecież wehikułu czasu, żeby cofnąć się do 1997 roku i kupić sobie nówkę.

    Ale zawsze warto - jeżeli to możliwe - znaleźć jakiegoś starszego wujka który takie auto miał od nowości i dowiedzieć się co o nim sądzi.

    Ja mam takiego wuja. Kupił najdroższą kappę 3.0 w 1997 roku, kulał się nią do 2003 roku zjeżdżając całą Europę do przebiegu prawie 300 tysięcy. Na proste pytanie jak ocenia to auto odpowiada jednym słowem: "gówno". Psuło się wszystko co się mogło zepsuć. Fotele darły się już po 40 tysiącach. Wyświetlacz środkowej konsoli szwankował na mrozach, w zasadzie przy -20 w ogóle nie działał i trzeba było poczekać aż się rozgrzeje.

    Zupełnie inną sprawą jest, że wuj, gdy kappę miał to wyglądał w niej jak Don Corleone. Takie właśnie rzeczy budują wizerunek auta po latach - nie niezawodność, nie odbiór przez klientelę w momencie produkcji, ale to z czym nam się kojarzą po latach. Stąd ten cały dualizm: wiemy, że kappa była gównem. Ale kochamy kappę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Obawiam się że każdy ma inną definicję gówna i usterkowego samochodu. Dla mnie w samochodzie mogą przestać działać wyświetlacze, komputery, siedzenia się mogą rozlatywać, a lampki i uchwyty odpadać. Póki dowiezie mnie na miejsce - uznaję że jest bezusterkowy. Fiat Punto II 16v, którym jeżdżę na co dzień też jest uznawany za samochód nienajlepszej jakości. Według mojego mniemania jest jednak ideałem - owszem po 16 latach musiałem spawać progi i szyć fotel kierowcy, owszem zapala się czujnik od zepsutych żarówek i jest to nie do naprawy (musiałbym wymienić tylną szybę z ledowym, nierozbieralnym światłem stop). Natomiast jest od nowości w rodzinie i pierwszą unieruchamiającą awarię przeżył po osiemnastu latach i 260 tysiącach przebiegu, a i tak na tej awarii (alternator zespawał się po tygodniowym postoju) zdołał dojechać o własnych siłach do elektryka. Zatem dla mnie jest to samochód idealnie bezawaryjny. Musiałby Pan Szanowny zamiast zamarzającego wyświetlacza i podartych siedzeń wymienić jakieś poważniejsze usterki Kappy, żebym uznał że jest / była kiepska.
      Należałoby wypytać również wszystkich właścicieli aut konkurencji (Mercedes W210?), żeby mieć jakiś relatywny obraz jakości Kappy na tle innych.
      A poza tym - zgadzam się co do zasady - testy samochodów po dwudziestu latach od wyprodukowania są śmieszne i bez sensu. Na szczęście nie mam wyrzutów sumienia - piszę pro publico bono i zupełnie nie ma obowiązku ich czytać. Trzeba znaleźć po prostu testy z epoki - one z pewnością są obiektywne.

      Usuń
    2. Spawać progi? Nasz poliftowy egzemplarz z 2003/4 r. do śmierci w 2018 r. był zdrowy, a nigdy nie miał antykorozji i przez większość życia parkował pod chmurką.

      Usuń
    3. Może poliftowe były lepiej zabezpieczone. Dużo zależy też od sposobu użytkowania auta (dróg po których jeździ, ilości soli jaką spotyka w zimie).

      Usuń
  8. Warto wiedzieć, że substancji antykorozyjnych izolujących zabezpieczaną powierzchnię od czynników zewnętrznych, a w szczególności substancji bitumicznych i w dalszej kolejności – wosków, nie nakładamy na „żywą” rdzę. Dlatego lepiej ten temat zostawić profesjonalistom https://www.metaltech.pl/zabezpieczenia-antykorozyjne/ którzy znają się na tym temacie.

    OdpowiedzUsuń
  9. Piękny samochód, idealny dla prawdziwych fanów motoryzacji.

    OdpowiedzUsuń
  10. Ma swój urok :) jednak nie przebije syrenki!

    OdpowiedzUsuń
  11. Większość osób woli jednak nowoczesne samochody, niestety nie każdy może sobie pozwolić na zakup nowego auta. Idealnym rozwiązaniem dla takich ludzi są wypożyczalnie, które oferują tani wynajem samochodu, wtedy kiedy go potrzebujemy.

    OdpowiedzUsuń