Otóż chętnie polecę miłośnikom literatury i motoryzacji moje dwa kryminały "Złoty Peugeot" i "Deluks". Dostaniecie w tych historiach najlepsze - mam nadzieję - pościgi samochodowe jakie czytaliście. Do tego przeniesiecie się w czasy środkowego Gierka, kiedy to zaczynają powoli opadać "jedyne złote czasy dobrobytu" w PRL. Powiedzonka z epoki, cięte dialogi, milicja, prywaciarze, partyjniacy i badylarze. A przy tym spotkanie zwykłego człowieka z niezwykłymi zdarzeniami. Tak się składa, że jest to mechanik samochodowy.
"Już sekundy dzieliły ich od poprzecznej ulicy Łagiewnickiej, okalającej osiedle Julianów, przelotowej, dużo bardziej ruchliwej. Wzdłuż niej biegł na piaszczystym podsypie tor tramwajowy. Nie zwalniając ani trochę, fiat złożył się w lewy zakręt, Majer miał wrażenie, że tamten pojechał zupełnie na rympał, niemal nie patrząc. Z lewej Łagiewnicka była pusta, z prawej nadjeżdżał ciężarowy jelcz. Szofer, zmuszony do gwałtownego manewru, nacisnął naraz wszystko — hamulce, klakson i długie światła. Majerowi ryknął dźwięk koło ucha, kiedy pędził w przechyle za fiatem, blask lamp ciężarówki zajaśniał w lusterkach, aż zmrużył oczy. Dwójka, dno — pomyślało mu się. Auta wypadły na łuk Łagiewnickiej na wzgórku, popędziły w dół. Ulica kończyła się za chwilę, przechodziła w ostry zakręt o dziewięćdziesiąt stopni w prawo i wchodziła pod wiadukt kolejowy. Na wprost stały liche drewniane domki osiedla Radogoszcz, które rozjaśniły się naraz w reflektorach fiata. Z przeciwka gwizdnęły w przelocie jakieś dwa auta. Za nimi ścigany zielony fiat już bez żadnej krępacji przejechał na lewą stronę ulicy, żeby — jak na torze wyścigowym — ściąć gwałtowny zakręt pod kątem prostym w prawo. O rany, co za desperacja! — pomyślał Majer. To było jakieś wariactwo. I wtedy... Wtedy przyszła mu do głowy świdrująca myśl. Jezu! A może to morderca Bajeranta? Kto inny decydowałby się na tak brawurową i desperacką ucieczkę? No przecież nie milicja ani UB!
Chociaż przecież pani Latałło mówiła, że kontrahent Marka jeździł jakimś zachodnim wozem, a nie polskim fiatem...
Trzeba go doścignąć za wszelką cenę!
Zacisnął szczęki i poszedł na lewo, śladem fiata, w ryku silnika i pisku opon przeszedł zakręt na

